Buduj swój “tribe”, swoje plemię! 

Ilość odwiedzin: 831

Gdybym miała polecić Ci najważniejszą, najlepszą i najbardziej opłacalną formę marketingu, którą stosują najlepiej zarabiające biznesy w sieci to z pewnością powiedziałabym Ci to: buduj swoją społeczność. Brzmi jak banał, ale dla wielu firm czy osób, które chcą budować markę i sprzedawać swoje produkty, wcale takie proste nie jest. W tym tekście chcę Cię przekonać jaką siłą napędową dla Twojego biznesu są Twoi fani oraz jak zacząć tworzyć swoje plemię krok po kroku. 

 

Jeśli planujesz otworzyć swój biznes online lub chcesz zwiększyć swoją sprzedaż, to musisz mieć klientów. Bez klientów nie ma sprzedaży, a bez sprzedaży nie ma Twojego biznesu, prosta sprawa. Jednak w ciągu kilkunastu lat swojego doświadczenia zauważyłam pewną zależność – większość moich klientów nienawidziła sprzedawać. Robili wszystko, aby to ich pracownicy się tym zajmowali, zatrudniając handlowców lub przekierowując tą “czarną robotę” od sekretarki zaczynając na informatykach kończąc. Uważali (i to nie żart), że to osoba zajmująca się marketingiem jest odpowiedzialna za wyniki w firmie! Poniekąd to prawda, bo działania marketingowe mają ogromny wpływ na sprzedawane produkty czy usługi i są ze sobą ściśle powiązane. Jednak sprzedaż to nie tylko puszczona reklama na Facebooku z promocją 50%. To nie wystawienie sklepu z produktami na allegro, promowanie pozycji na pierwszych stronach wyszukiwania i kupowanie taniej produktów od kolegów z Chin aby sprzedać drożej kolegom w swoim własnym kraju 😉 Sprzedaż to nie jest sucha transakcja: ja sprzedaję a Ty kupujesz, bo mam (najlepszą jakość, najniższą cenę, najlepszy produkt). Może kiedyś tak było i kiedyś w to wierzono. Jednak w dobie zmieniającego się świata, kiedy potencjalny klient jest dosłownie zalewany promocjami i reklamami ze wszystkich stron świata, mając jednocześnie tego dosyć, trzeba odwrócić sytuację i stanąć po drugiej stronie barykady. 

 

Sprzedaż to dawanie wartości i budowanie relacji. Sprzedaż, to komfort bycia sobą. Sprzedaż to autentyczność. Dlaczego to jest takie trudne? Bo wiele z nas jeszcze tak mało wierzy w swoje własne umiejętności i boi się pokazywać publicznie to, czym może się podzielić. Często tak bardzo boimy się hejtu, że wolimy zasłonić swój biznes pod przykrywką marki X czy sklepu internetowego. Jako kupujący nie wiemy kto to wszystko obsługuje – widzimy tylko produkt, cenę, reklamę. Oczywiście osiągają wyniki sprzedażowe, czasem lepsze czasem gorsze, w zależności od stosowanych praktyk marketingowych. Oczywiście większość z nich posiada swój profil na Facebooku czy Instagramie i komunikuje się ze swoimi fanami. Większość z nich robi konkursy, zbiera lajki i komentarze, albo wrzuca jakieś posty, bo przecież coś musi być (wszyscy tak robią). 

 

Z moich obserwacji i współpracy z markami osobistymi wynika, że im bardziej osoba fizyczna, która stoi za całym biznesem angażuje się w prowadzenie mediów społecznościowych sama, tym lepszy wynik finansowy na koniec roku osiąga. Podam Ci prosty przykład. Na Instagramie znajdziesz fajną dziewczynę, która nazywa się @mamaginekolog (być może wiele z Was ją kojarzy). Swoimi życiowymi postami, a przede wszystkim nagrywanym codziennie Instastories na Instagramie, zbudowała wokół swojej osoby niesamowitą społeczność. Dzieli się wiedzą z zakresu ginekologii ale przede wszystkim jest sobą i nie boi się pokazywać prywatnego życia i prywatnych przemyśleń na wiele tematów. Efekt tego jest taki, że gdy wydała swoją książkę kucharską (tak, kucharską!) to w ciągu kilku dni sprzedała kilkadziesiąt tysięcy (!) egzemplarzy mówiąc i pokazując ten produkt właśnie poprzez instastory. Zakładając, że książka kosztowała 59zł i sprzedała ok. 30 000 sztuk w niecały miesiąc to łatwo sobie możesz przeliczyć zysk 🙂 I to bez nakłądów na reklamy na Facebooku, Google czy TV. Dodam, że w taki sposób sprzedaje wiele produktów ze swojego sklepu internetowego i ostatnio mówiła, że rok 2019 zamknął się z przychodami rzędu prawie 30 mln złotych. Wynika to z bardzo prostego faktu – ludzie kupują od kogoś kogo lubią, komu ufają i od kogo czegoś się uczą. Proste, ale niełatwe – jak mawia mój mentor 🙂 

 

Wiem, że się boisz. Tak już jesteśmy skonstruowani, że jak ognia unikamy sytuacji, w których ktoś nas ocenia. Większość boi się wystąpień publicznych, nie mówiąc już o nagrywaniu video, podcastów czy budowania własnej marki w mediach społecznościowych. Rozumiem Cię doskonale, bo sama przez wiele lat ukrywałam się za plecami klientów, tworząc i wdrażając dla nich strategie marketingowe, zamiast skupić się na budowaniu własnej marki. Przecież tak jest łatwiej. Ale szklany sufit w postaci ograniczonej liczby czasu = ograniczona liczba klientów = ograniczona liczba zarabianych pieniędzy. Dlatego zaczęłam zadawać sobie pytania, czego ja tak naprawdę chcę? Jeśli więcej zarabiać to w jakim celu? Dawać wartość większej ilości osób – super, tylko jak to zrobić? Jakie mam cele osobiste, priorytety, marzenia, plany? Dopiero jak usiadłam na tyłku i szczerze odpowiedziałam sobie na te pytania, mogłam ruszyć z kopyta. Jeśli znasz swoje priorytety i chcesz marzenia zamienić w realne cele, to nie potrzebujesz żadnych motywacyjnych szkoleń, żeby działać. Po prostu to robisz, bo znasz swoje “dlaczego” (Jeśli nie czytałaś, to polecam Ci świetną książkę “Znajdź swoje dlaczego” Simona Sineka). 

Ja również bałam się hejtu – tego co o mnie pomyślą inni, co napiszą pod moimi postami, jak będą podważać moją wiedzę, mój wygląd, moją strategię, moje selfie, video czy produkty. I przez długi czas była to bariera nie do przejścia. Aż pewnego dnia trafiłam na studentkę, która miała dokładnie taki sam problem – bała się zacząć właśnie z tego powodu. Pomyślałam od razu, że przecież nie może być tak, że uzależnia swoje “być albo nie być” od innych, w większości zupełnie obcych ludzi! Przecież nie może pozwolić sobie na to, żeby to obcy ludzie i strach przed nimi decydowali za nią o jej przyszłości! Dlaczego ma oddawać odpowiedzialność za swoje życie komuś, kto pasjonuje się hejtowaniem publicznych kont i dopieszcza swoje ego, gdy komuś sprawi przykrość? Zamilkła. Zaczęłam pytać swoich studentów, czy powinna się takimi rzeczami przejmować – oczywiście każdy jej powiedział, że ma robić swoje, bo to przecież jest jej życie, nikogo innego! Zaczęliśmy dyskutować kim jest hejter i większość odpowiedzi brzmiała, że jest to osoba, która sama niczego nie osiągnęła, która posiada w sobie bardzo dużo złości i krzywdząc innych złym słowem poprawia sobie samopoczucie. Doszło nawet do tego, że zrobiło nam się żal takich hejterów, bo okazuje się, że to bardzo skrzywdzeni ludzie są. Czy taka perspektywa i spojrzenie na ten problem nie zmiania Twojego podejścia? 🙂

Podziel się z nami w komentarzu:

  1. Jaka jest Twoja największa obawa przed rozpoczęciem budowania własnej marki w internecie?
  2. A jeśli już swoją markę budujesz, napisz z jakim największym wyzwaniem mierzysz się na co dzień i jak sobie z nim radzisz?

Pin It on Pinterest

Podziel się

Podziel się tym postem ze znajomymi!