Jak nie podcinać sobie skrzydeł

Ilość odwiedzin: 1937

Jest w nas czasem taki ktoś, kto podcinam nam skrzydła, paraliżuje przed działaniem i udowadnia, że do niczego się nie nadajemy. Brzmi znajomo? To czytaj dalej!

Czy ja jestem jakaś głupia?

“Jestem mądra, mam wiedzę, ale nie potrafię się zmobilizować do działania.”
“Wpadam w pułapkę jakiegoś schematu – zaczynam, ale nie mogę skończyć!”
“Tak wiele chciałabym osiągnąć, ale gówno mi wychodzi…”
“Mam całą listę marzeń, ale jeszcze większą listę tych niespełnionych…”

Jeśli odnajdujesz się w którymś z powyższych stwierdzeń, to witaj w klubie!

Mieszka w nas ktoś, kto sprawia, że czasami czujemy się jak „gówno”.

Pamiętam swój entuzjazm, kiedy w 2013 roku zaczynałam ze swoim biznesem. Miałam już 10 lat doświadczenia w marketingu, więc byłam przekonana, że świetnie sobie poradzę. Pierwsze lata były dla mnie walką o przetrwanie. Okazało się, że nie potrafię sprzedawać swoich usług, nie mam pojęcia jak pozyskiwać klientów i co gorsza – rynek zmieniał się dosłownie z miesiąca na miesiąc i wymagało to ode mnie ciągłego rozwoju za aktualnymi trendami. Psychicznie miałam dość i ochotę, by rzucić wszystko w cholerę. Fizycznie, miałam mnóstwo pomysłów, które chciałam realizować i chyba to jedynie trzymało mnie w tej tragicznej rozpaczy i spowodowało, że nie zamknęłam firmy by wrócić na ciepła posadkę w dobrze prosperującej firmie. Z moimi pomysłami było tak – dla klientów sypałam je jak z rękawa i wdrażałam do działania. Z moim własnym biznesem – sypie jak z rękawa i przy działaniu doświadczam totalnego paraliżu. Jakby mi ktoś zablokował mózg. I świetnie, że wiem jak to wdrożyć, co zrobić krok po kroku, żeby działało. Przecież robiłam to srylion razy w firmach, z którymi współpracowałam! I działało! I przynosiło genialne rezultaty. A teraz? Jeśli chodzi o mnie to co? Podobno “szewc bez butów chodzi”. I podpisałabym się pod tym stwierdzeniem rękami i nogami gdyby nie fakt, że JA TAK NIE CHCĘ. 

Na nic się zdają książki typu: “stop prokrastynacji”, “wzbudź w sobie wewnętrzną motywację”, czy “przestań pie****ić i weź się za robotę”. Fajne, ale wzbudzały jeszcze większe poczucie beznadziei i nic poza tym. Drążyłam temat kilka lat, będąc w przekonaniu, że “taka moja natura”, może jestem po prostu leniwa albo – co gorsza – nie nadaję się do tej roboty! Niech rzuci kamieniem pierwsza, która nie doświadczyła samokrytyki.. I tutaj leży pies pogrzebany. O autosabotażu słyszałam kilka razy, o wewnętrznym krytyku jeszcze więcej. Słyszałam, że mam się z nim zaprzyjaźnić i najlepiej nie słuchać. Ale łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, więc gdy moim oczom ukazała się książka “Jak nie podcinać sobie skrzydeł” Michaeli Mutchig, długo nie trzeba było mnie namawiać do kliknięcia w przycisk “Kup teraz!”. 

Z każdym zdaniem, zaczynając od wstępu, moje poczucie, że to książka o mnie, rosło jak balon. Nie jest to książka, którą łykasz jak pelikan, zachłanna wiedzy i efektów od razu. To książka, z którą się pracuje. W której zaznaczasz kolorowym markerem wszystko co dla Ciebie ważne. Która ma w sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Która zmusza Cię do pracy nad sobą lepiej, niż nie jeden coach. Którą rzucisz o ścianę parę razy tylko po to, aby za chwilę rozpłakać się ze szczęścia, bo doznałaś olśnienia i przełomowego “ACHA!” 🙂 Tak, z tą książką pracuje się jak z dobrym terapeutą. I choć na efekty trzeba czasem poczekać (jak to też w biznesie się często dzieje), to każda, najmniejsza praca i ćwiczenie wykonane rzetelnie, odwdzięczy się Tobie z nawiązką. To co ja odkryłam, to błędne koło, w jakie sama się pakuję – nie tylko w swoim własnym biznesie, ale ma to przełożenie również na inne sfery mojego życia. Złapałam moment, w którym się to dzieje. A to już sporo. 

Jeśli jednak oczekiwałaś puenty i mojego przepisu na szybki sukces, to będę musiała Cię rozczarować – sama jestem w procesie odkrywania swojego autosabotażysty 🙂 Bo wiem, że może to trochę potrwać. Ale na przekór jego podpowiedziom – po prostu działam. Tyle, ile jestem w stanie, tyle ile potrafię. I wiesz co? Są tego efekty. Codziennie, małe. Krok po kroku, tak jak lubię 🙂 

Jak to się ma do Ciebie?

Chciałam Ci jednak powiedzieć, że jeżeli też masz czasem poczucie, że do niczego się nie nadajesz, że nie jesteś w stanie spełnić swoich marzeń, że coś jest poza Twoimi możliwościami, czujesz się głupia i nie warta złamanego centa – to wiedz, że to Twój wewnętrzny sabotażysta bierze górę. A działa on bardzo podstępnie, bo tak kieruje Twoim myśleniem, żeby dać konkretne dowody na to, że ma rację. Problem z nim jest taki, że ten sabotażysta jest jak komputer. Jak go raz zaprogramujesz, to będzie tak działał przez całe życie, pomimo, że na świecie wyszło już milion aktualizacji i jego dane są nieaktualne! Kolejny problem jest taki, że nie da się go tak po prostu sformatować. Trzeba doszukać się starego dysku, odkurzyć, zaktualizować i dopiero wtedy włączyć restart 🙂 Wszystko, czego potrzebujesz do tej pracy masz w sobie. W książce znajdziesz narzędzia, jak sobie z tym poradzić – i do pracy z nią, serdecznie Ciebie zachęcam. A jeśli uznasz, że to za mało, po prostu idź na terapię – bo nie ma sensu marnować ani jednej chwili swojego życia. Ja w Ciebie wierzę! :*

Podziel się z nami w komentarzu:

1) W jakiej sferze Twojego życia podejrzewasz, że działa sabotażysta?

2) Jak sobie z nim radzisz? 

Daj znać w komentarzu i podziel się swoim doświadczeniem!

Pin It on Pinterest

Podziel się

Podziel się tym postem ze znajomymi!